środa, 31 stycznia 2018

Niektóre przejścia bywają zamknięte

Przepustka


Drzwi są  zamknięte, lecz ja na progu.
Za całe szczęście dziękując Bogu
Uderzam w drewno. Nic, tylko stuk.
Nikt nie otworzy. Przyjaciel czy wróg,
Ktoś mógłby wypuścić mnie wypuścić stąd w końcu.
Błagam was ludzie! Oddajcie mnie słońcu!
Ja chcę być wolny, pozwólcie mi iść,
Nim wiatr mnie zerwie jak suchy liść.
Dobijam się ciągle do masywnych wrót,
Wciąż liczę na szczęścia maleńki łut.
Uderzam i wołam: pozwólcie mi odejść!
Czy muszę wam jeszcze czegokolwiek dowieźć?
Umiem kochać, umiem wybaczać,
Umiem też cierpieć i umiem rozpaczać.
Miałem ja wszystko, oddałem wszystko.
Niech ktoś otworzy! Wolność tak blisko!
Nikt nie otwiera. Odejść nie pozwolą.
A rany po kaźni nic, tylko bolą.

By Zecori 


No, minął jakiś miesiąc i znowu wróciłem. Krótka przerwa tym razem. I tym razem znowu wiersz. A jakże by inaczej. W międzyczasie, pochwalić się muszę, że na blogu stuknęło tysiąc wyświetleń! Z czego pewnie połowa moich własnych, ale to wciąż powód do świętowania. Mam nadzieję, że wkrótce do tego tysiąca dodamy kolejne zero. Albo Wy dodacie. Bo tak trochę słabo, żeby wyświetlenia twórcy stanowiły większą część wszystkich wyświetleń bloga. 

Co dziś dla Was mam? Przepustkę, więc coś wymaganego do przejścia. Bilet, klucz, sygnet herbowy. A właściwie nie samą przepustkę, lecz wynik jej braku. A nie mogąc opuścić danego miejsca stajemy się po części niewolnikami, na przedłużonym łańcuchu. I nie, nie wstawiam tego wiersza z okazji przypadającej dzisiaj rocznicy zniesienia niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych. Wstawiam, by przekazać jak ważna jest walka o własną wolność. O wolność własnych myśli, władzę nad nimi. Wiersz ten był tworzony gdy sam czułem się niewolnikiem własnej psychiki, nękany koszmarami, wspomnieniami, wciąż będący na maksymalnie napiętym łańcuchu. Minął rok, od kiedy zostałem zakuty w kajdany umysłu. I po tym roku mogę śmiało powiedzieć, iż jestem wolny od tych kajdan. Mam coraz większą władzę nad sobą, z czasem miejsce bolesnych wspomnień zajęły ich cienie, a potem cienie tych cieni. By stopniowo ustąpić, wypierane przez piękne chwile, które  pozostawią po sobie równie piękne wspomnienia. Moja przepustka. Gdy pisałem ten wiersz nie sądziłem, że ją otrzymam, ale otrzymałem. I mogę podążać dalej, szczęśliwy. Pozostaje tylko odnaleźć tą przepustkę, mieć coś, co pomoże zdjąć kajdany. Szukajcie tego. Warto, na prawdę. Lub rozejrzyjcie się, bo czasem ją posiadacie, lecz nie dostrzegacie. A ona jest cały czas w kieszeni, czekając, aż przypomnicie sobie o niej i otworzycie nią drogę do szczęścia. 

A tak w ogóle to wypada mi S z klawiatury w laptopie. Strasznie irytujące. Nie mogę nawet w spokoju pograć francuskimi pojazdami w pewną znaną grę o czołgach. No bo co to za francuski czołg, co go pozbawili podstawowej funkcji, jaką jest wycofywanie się? Zaprawdę wkurzająca usterka. Na dziś to już wszystko będzie, nie poddawajcie się i bywajcie! 


piątek, 5 stycznia 2018

O tym co zaszło, gdy mnie nie było

Kwiat


Idę. Wracam na łąkę, pod las.
Biegnę. Spieszę się bardzo, gdyż czas
Nigdy nie był sojusznikiem mym.
Za sobą widzę zgliszcza, w nozdrza uderza dym.

Cudownie jest ujrzeć znów  kwiaty,
które myślałem że uschły przed laty.
Uderza mnie w oczy biel kwiecia.
Stokrotki bez zmian, przez stulecia
Rosły pod lasem niewzruszone.
Lecz ja myślałem, że zostały zniszczone,
Gdy ten świat trawiły płomienie.
Myślałem, że po kwiatach zostało wspomnienie,
Ale nie zginęły. Przetrwały to piekło,
Bym mógł ponownie ujrzeć kwiatów ciepło. 

Wieje. Smród dymu znika z polany.
Czuję. Zapach stokrotek dobrze mi znany,
Wspominany przez wszystkie te lata,
Gdy umierałem w otchłaniach tego świata.

W gąszczu kwiecistym wśród drzew
Ukrytym uchodzi ze mnie gniew.
Kładę się wśród kwiatów, na glebie,
I widzę stokrotki odbicie na niebie.
Słońce świeci mi w twarz, gdy opada
Na moją twarz płatek czarny jak zagłada.
Pachnie wyjątkowo cudownie. Czernisty blask
Rzuca się w oczy wśród trawy. Słyszę wrzask
Zarżniętych w tym mordzie, straconych.
Odbicie ognia widzę w płatkach zaczernionych. 

Milknie. Wrzask gdy rwę stokrotki kwiat czarny.
Żyję.Bo znalazłem sens w życiu mym marnym,
Które wiodłem już nie wiem jak długo.
Gdyż mam kwiat mego życia. moje własne cudo. 


Zecori


Czas opublikować kolejny wiersz. Nieźle, przez długo długo nic, a teraz już drugi wiersz po przerwie. Jestem z siebie dumny, że mi się chce.Wiersz tłumaczący trochę dlaczego mnie nie było, co się zmieniło i co zaszło. Jak widzicie zdarzyło się wiele. Sporo spłonęło w przeszłości, ale to przeszłość. Nie ma sensu do niej zaglądać i się nią szczególnie przejmować. To już odeszło, nic po niej nie zostało. Odnalazłem sens życia, odnalazłem siłę i szczęście. I to szczęście prowadzi mnie na przód, i prowadzić będzie już zawsze.

Tak przy okazji, w wierszu jest ukryte nawiązanie do twórczości Tolkiena. Kto je wychwyci i napisze w komentarzu to dostanie nagrodę, w postaci satysfakcji z własnej spostrzegawczości i mój podziw. Ogółem uwielbiam Tolkiena. Mój ulubiony autor już od podstawówki.

Na dzisiaj to tyle, przemyślenia i jakieś własne analizy wiersza możecie pisać w komentarzach. W sumie jeśli chodzi o analizę wiersza, to zawsze chciałem, żeby w szkołach się męczyli z moją twórczością. Uwielbiam tę zgadywankę "co autor miał na myśli". Chętnie bym poczytał te rozkimy.
Następny wiersz niebawem, bywajcie. 

wtorek, 2 stycznia 2018

Że mnie dawno nie było, to o upływie czasu

Sekunda


Ni sekundy nie zatrzymamy, ni chwili,
Wody szumu, ani wiatru wycia,
Że wśród traw skowronek nam kwili.
Niewiele zostanie nam życia.

Spójrzcie więc kiedyś w trawę,
W świat przyrody co ciągle trwa,
Gdzie chrabąszcze urządzają zabawę
A w orkiestrze świerszcze są dwa.
Zerknijcie raz kiedyś na chmury,
W marzenia odpłyńcie swe raz,
Zburzcie dokoła was mury,
Na świat się otwórzcie - już czas.

Bo sekunda zaraz przeminie,
Chwila nie będzie wiecznie trwać,
Bo szczęście was nie ominie
gdy garściami będziecie je brać.
Sekundy nikt nie docenia,
Lecz chwycić możemy się jej,
I dogonić nasze marzenia,
I być wesołym, że hej!

By Zecori


No i znowu przydarzyła mi się przerwa. Przerwa, przez którą wiele się działo, ale opowiem o tym innym razem. Nie będę przepraszał za nieobecność, to nie ma sensu, a pewnie będzie ich jeszcze wiele. Póki co chciałbym pokazać Wam kolejny wiersz. Był pisany na zamówienie, mocno inspirowany jednym wierszem Szymborskiej, niestety tytuł wyleciał mi z pamięci przez te lata. Jeśli ktoś coś skojarzy niech da znać w komentarzu, będę wdzięczny.

"Sekunda" powstała ładnych parę lat temu. Nie było jej jeszcze w Lesie, więc przyszedł czas i na nią. W końcu sam utwór mówi nam o czasie. I szczęściu. O tych wszystkich drobnostkach w życiu z których powinniśmy się cieszyć. Na prawdę, sporo jest tego, a bez tego nasze życie byłoby smutne i pozbawione tych magicznych iskierek dających życiowego kopa. Także proszę, zatrzymajcie się czasem i spójrzcie na te drobnostki, poczujcie się. Pozwólcie sobie na odrobinę szczęścia, nic więcej.

Jeszcze jedna sprawa. Chciałbym podziękować dwóm osobom. Jednej bliskiej i jednej całkowicie obcej. Mojej najwierniejszej (i pewnie jedynej) fance a zarazem ukochanej, która każdego dnia daje mi zapał do pisania, w tym problem, że jestem leniwą pałą i nie chce mi się nic tworzyć. Ostatnio troszkę poczyniłem postępów i wracam do regularnego pisania powolutku. Więc pewnie pojawi się parę nowych wpisów. Drugą osobą jest Muflonek ze Skraju Nightwood. Dopiero dzisiaj wyświetliłem Twą wiadomość, wysłaną w kwietniu. Wiem, szybki jestem. Ale dziękuję. Dało mi to sporo siły, by ponownie coś opublikować. I nie żałuję. Lubię pisać, lubię czasem coś tu wrzucić i postaram się robić to częściej. Ale z moim lenistwem pewnie nie wyjdzie :D Trzymajcie za mnie kciuki i do następnego posta. 
Bywajcie ^^ 

piątek, 14 kwietnia 2017

O pogodzie słów kilka

Wiatr


Liście latają, zerwał się wiatr.
Uciekną one aż poza świat,
Człowieka świat, zniszczony od wieków.
Liście umarły. Wpadły do ścieków.

Zerwał się wiatr i miota drzewami,
Ołowiane chmury leją strumieniami
Deszczu, co ludzkie czyny zmywa
Z ziemi. Z ziemi co dawno już zgniła.

Huragan się zrywa, co domy niszczy,
Po ludzkich siedzibach nie zostawi zgliszczy.
W pył zetrze je wszystkie, żadnej litości,
Z człowieka nie zostaną tu nawet kości.

Wiatr już ucicha, nie słychać szumu.
Ziemia jest czysta. Nie mieli rozumu
Ci, co zniszczyli planetę tę piękną.
Ona ich ich starła swą wietrzną ręką.

By Zecori 


Z lekkim opóźnieniem, ale jest. Kolejne ekologiczne gadanie. Chociaż, jak już mówiłem, nie jestem żadnym ekologiem ni nic takiego. Po prostu szanuję naturę. 
Cykl o Żywiołach, część trzecia. Związana z żywiołem powietrza jak widać. Jeden z moich ulubionych wierszy, pisany pod bardzo silnym natchnieniem. Po prostu leżałem w łóżku, nagle zrobiło mi się zimno i usłyszałem słowa: Zerwał się wiatr! 
I to wystarczyło by napisać wiersz.

Utwór ten tak na prawdę zapoczątkował cały cykl. Napisany został gdzieś 3 lata temu chyba, szczerze mówiąc, to nawet nie pamiętam. 

Jak zwykle dość mocno destruktywny charakter, ale o to chodzi w moim gdybaniu na temat sił przyrody. Więc nie ma co się dziwić, że występuje i w tym wierszu, tym bardziej że od niego się zaczęło. 

Ale nie ma co przedłużać, zapraszam do refleksji, komentowania i takich tam. Możecie też wysłać tego bloga znajomym, na pewno się nie obrażę. Znajomi chyba też nie mam nadzieję.

Do następnego wpisu, bywajcie!


czwartek, 6 kwietnia 2017

Troszkę na temat przywiązania

Piesek


Ciemność piwnicy opływa Twe ciało,
Bez światła dostrzegasz w niej bardzo mało,
Lecz pewna rzecz przykuwa spojrzenie:
Dwa ślepka sunące za Tobą, jak Cienie.

Stuk, stuk - słyszysz za sobą kroki,
Te oczka przenikają przez piwnicy mroki,
Lecz szybko swą ręką karcisz istotę,
Po chwili jej skóra pokrywa się potem.

Słyszysz, jej oddech ciągle przyspiesza,
Brzmi jak ostatnie tchnienie zranionego zwierza,
Po chwili słyszysz pierwszy jej szloch.
To Ty ją skazałeś na ten ciemny loch.

Za co ją karzesz? Za co uderzasz?
Czy Ty wiesz dokąd w swym życiu zmierzasz?
Ona myślała, że Ty ją obronisz,
Chciała wyłącznie w Twym łożu się schronić.

By Zecori 


Witam ponownie po krótkiej przerwie. Krótkiej w porównaniu do ostatniej, tej dłuższej, lecz w ogólnym rozrachunku również dość długiej. Zwyczajnie nie miałem czasu, każdemu się może zdarzyć.

Dzisiejszy wiersz... Nie wiem co mogę o nim powiedzieć, żeby za dużo nie zdradzić. Powiem jedynie, że piesek - więc wierność. Resztę można interpretować na wiele sposobów, ale z tym już nie do mnie, ja więcej podpowiadać nie będę. Przyznam tylko jeszcze, że cholernie polubiłem ten wiersz.

A jeśli chodzi o genezę utworu to jest on pisany dla mojej przyjaciółki, także to jej go dedykuję.

Opinie proszę zostawiać jak zwykle w komentarzach, wszystkie wasze przemyślenia i refleksje również. A na chwilę obecną bywajcie, do następnego.  

czwartek, 30 marca 2017

Zawartość mojej kieszeni

Nóż

Wyklepany kawałek stali.
Narzędzie, co diabli nadali.

Zimno, czuję zimno gdy Cię dotykam.
Ciepło, czuję ciepło a po chwili znikam.

Ten miły ciężar w kieszeni.
Nie oddam Cię. Nic tego nie zmieni.

Wiem, że chcesz mnie zgubić.
Wiem, że nie musisz mnie lubić,
Wiem też, że kocham Ciebie,
Bo Ty pomożesz znaleźć się w Niebie.

I znowu nadchodzi Słońce, już czuję to ciepło.
A może to nie Słońce? A może to Piekło?


By Zecori


Chaos. Pisząc te słowa czuję chaos. Miałem nadzieję, że się od tego uwolniłem. Ale to wróciło. Nie wiem skąd, nie wiem dlaczego, ale bliska mojemu sercu osoba powiedziała mi, że musimy o tym czasem myśleć. I myślę, że nie kłamała. 

Nie znoszę uczucia ocierających się o mnie macek szaleństwa. Ale już przywykłem do ich obecności w moim życiu, na obrzeżach mojej podświadomości. One lubią czasem się wychylić, dotknąć mojej duszy, zostawić na niej odrobinę śluzowatego bólu i uciec. 

Czas stawać na nogi od nowa. Nie wiem który to już raz z kolei ale spróbuję. Nie mam o co walczyć, ale walczyć będę. Póki sił starczy. 

No a tak na rozładowanie napięcia powiem Wam coś jeszcze. Bigos. Bigos stawiał mnie na nogi od małego. Więc chyba pójdę po bigos do schowanka. To dobra metoda na wszelkie smutki i troski, wchodzi lepiej niż czekolada. Polecam. Możecie życzyć mi smacznego. Bywajcie. 



wtorek, 28 marca 2017

O tym, na czym stoimy

Ziemia


Ostoja życia, ziemia prastara.
Jest tu od wieków, wciąż jest deptana
Stopami ludzi, co chętnie ją niszczą,
Z rozkoszą patrzą ku lasów zgliszczom.

Ostoja ludzkości, dom nasz odwieczny.
Lecz człowiek dla ziemi był niebezpieczny.
Zniszczył ją całą, nic nie zostawił,
Spalił, splądrował, zepsuł i zabił.

Ziemia nasza matczyna
Wygląda już jak melina.
Kopalniami cała poryta,
Bo człowiek dosiadł się do koryta.

Ziemia twarda jak głaz,
Na pył rozniesie więc nas,
Swe dzieci niszczycielskie,
Zetrze na proch w swej rozterce.

By Zecori


Cykl o Żywiołach, część druga. Po tytule posta można by się spodziewać fundamentów piramidy wartości, podstawy naszego życia lub innych rzeczy związanych z naszą egzystencją. A tu o, guzik! Dzisiaj będzie o ziemi. Tej kupie piachu, gruzu i odpadów pod naszymi stopami. Geolodzy mogliby się przyczepić, że czegoś jeszcze, ale nie jestem geologiem. Ekologiem też nie, co można by błędnie z treści wiersza wyczytać. Po prostu kocham naturę, mam do niej wielki szacunek i sprzeciwiam się jej bezsensownemu niszczeniu (typu ostatnia Dobra Zmiana). 

Nie wiem co mógłbym powiedzieć o wierszu, a co nie wynika z jego treści. Raczej wspomnę o tym, byście szanowali wszystko co od Was silniejsze. Szanowali naturę a także drugiego człowieka. Bo Wasze życie lub chociażby jego sens zależą często od sił, na które wpływu nie mamy. A jak coś nie wypali zawsze możecie poszukać schronienia w moim Lesie. Tylko mi tu gałązek nie łamać!

Szanuj zieleń, boś nie jeleń.

Tymczasem bywajcie.

poniedziałek, 27 marca 2017

Czas Bohaterów - Shin

Shin


Mały człowieczek z dalekiej wioski,
Wyruszył raz w drogę, porzucił swe troski,
W świat ruszył daleki. Spragniony przygody,
Shin dotarł do krainy waśni i niezgody.

Na swym wiernym mule do tej pory jechał,
Lecz przy miejskiej bramie mytnik chytry czekał.
Biedny Shin niziołek nie miał ni miedziaka,
Mytnika stratował, w mieście dał drapaka.

Lecz miejscy strażnicy szybko go chwycili,
Zabrali mu muła, do lochów wtrącili.
Gdy już biedaczek na sąd się kierował,
To muł, jego towarzysz, nagle zachorował.

Pozwolono mu udać się do wierzchowca,
Ten wnet ozdrowiał, gdy dostał wiadro owsa.
Podstęp to był jednak, my mili kompanii,
Wkrótce i strażnicy leżeli stratowani.

Ruszył na władykę niziołek nasz odważny,
Przewrócił go na ziemię, muł mu jaja zmiażdżył.
Miasto opuścił, w lasy uciekał.
Pościg ruszył za nim, ni chwili nie zwlekał.

Żołnierzy wybili leśni rozbójnicy,
Shin do nich wnet przystał, żyje w tajemnicy
Przed miasta włodarzem, co chodzi bez jajec,
W lesie z kompanami, już nie sam jak palec.

By Zecori


Kolejna ballada na blogu. Tym razem zdecydowanie lżejsza, wręcz żartobliwa. Na rozładowanie napięcia pomiędzy destruktywnymi wierszami. Stworzona została jako historia postaci do kolejnej z moich postaci w Warhammerze (2ed), mianowicie niziołka banity - Shina. Co tu dużo mówić, historia jest krótka, wesoła, w sam raz na niziołcze opowiastki i śpiewy w karczmach. W końcu opisuje życie jednego z ich braci, musi więc być taka, jak oni sami. 

Przeczytajcie, oceńcie, napiszcie komentarz. Jeśli chodzi o dalsze losy bohatera to nie ma tego zbyt dużo, czekam na przygodę do której będzie pasował. Na dziś to tyle, do następnego.

niedziela, 26 marca 2017

O wszystkim co spłonęło i z popiołów wstaje

Płomień


Dar dla ludzkości z niebios zesłany,
Od lat jest obecny, niezapomniany.
Lecz zamiast chronić - zaczął zabijać,
Palić i niszczyć, ogniem spowijać.

Był on ochroną przed nocnymi stwory,
Odbierał im odwagę i przepędzał zmory.
Ognia blask chronił, lecz sieje zniszczenie,
Nie takie było jego przeznaczenie.

W broni i bombach, obecny wszędzie,
Ogień jest zgubą, jest nią i będzie!
Z ludzi wyroku - zabija ludzi,
Wykończy wszystkich, on się nie trudzi.

Ogień nas zniszczy, w popiół obróci.
Człek wybrał ścieżkę, już nie zawróci.
Nie korzysta z płomiennego daru,
Zgubi nas wszystkich, wśród ognia i żaru.

By Zecori


No to witam po dłuższej przerwie. Nie będę się jakoś szczególnie usprawiedliwiał z nieobecności, wyłącznie w skrócie powiem. Za dużo zmian w życiu. Wszystko spłonęło. Zaczynam ponownie wyrastać na spopielonej glebie. Stwierdziłem, że ponowny powrót do prowadzenia bloga, przełamanie tego letargu będzie dobrym krokiem ku powrotowi do normalności. Dlatego tu jestem i piszę.

Wiersz dzisiejszy rozpoczyna Cykl o Żywiołach. Czyli jak łatwo się domyśleć cykl 4 wierszy o różnych elementach. Wierszy destruktywnych, lecz moim zdaniem prawdziwych. Dzisiejszy utwór traktuje o ogniu, jego sile i możliwościach. O błędnej ścieżce wybranej przez człowieka. Co tu dużo mówić, po prostu ogień.

Jeśli zaś chodzi o zmiany na blogu, powrót do jego tworzenia zajmie mi trochę czasu. Uważam jednak, że wszystko jest na dobrej drodze ku temu. Nie obiecuję, że będę wrzucał wiersze regularnie. Nie obiecuję, że w ogóle będę je wrzucał. Postaram się to robić, ale los zadecyduje. Ale po utracie Skorupy ujętej kilka wierszy niżej wszystko może się zdarzyć.

Na dziś to tyle. Proszę, postarajcie się, by płomień nie objął także waszego życia, tak jak stało się z moim. Bo wystarczy jedna iskra by spalić Las. Ale żeby rozpalić grilla cała paczka zapałek to mało. Bywajcie. 

czwartek, 29 września 2016

Krztusiec i inne choroby ciała i duszy

Dym

Puśćmy z dymem wszystko co było!
Niech wielki ogień bucha aż miło!
Co przeminęło - wszystko spalimy,
Aż pozostanie dym i spaliny.
Z całych toksycznych tych nieczystości,
Co przez całe życie zatruwały kości
Nasze, ciało, krew i duszę.
Lecz wdycham dym ten - ciągle się krztuszę.
Skrapla się w płucach i znów jest w mym ciele.
Zabierz te męki najświętszy aniele!
Czemu gdy pozbyć próbuję się zła,
Ono wnet wraca, prędko, raz dwa?
Zabierz ode mnie piekielne męki,
Zabierz pokusy, kobiece wdzięki,
Obdarz mnie ciszą, łaską spokoju,
Zabierz toksyny z ciała ustroju,
Przywróć mą duszę, zabierz zło wszelkie,
I zabierz tę całą cielesną męką.

By Zecori



Inspiracje znajdują się wszędzie. Wystarczy drobny bodziec, by uruchomić myślenie i procesy twórcze. Bodźcem w przypadku tego wiersza była chmura dymu tytoniowego, lecąca wprost w kierunku mojej twarzy. Nie znoszę tej woni. Czuć w niej chemię i toksyny, nie jest to dym drzewny przyjemnie drapiący w gardło. Podobnie jak błędy popełnione w przeszłości stopniowo nas zatruwa, a potem jest już zbyt późno. Moja rada - nie palcie problemów, rozwiązujcie je. Inaczej wrócą do Was jako dym, i jak ten dym tytoniowy zatruwać was będą dalej. Ale jak chcecie, to palcie, wasza sprawa, nie moja :)